Close

Kwiecień 28, 2017

Zdjęcia, których nie zrobiłem

Mam takie pudełko ze zdjęciami. Trzymam, tam tylko te, których nigdy nie zrobiłem.

Jest zdjęcie dziadka. Siedzi na łóżku w szpitalu. Już prawie nie je. Przerośnięta klatka piersiowa unosi się z trudem i opada z charkotem jakby kołowrotka. Dziadek wie, że to koniec, ale nie jest smutny, trzyma na rękach swoja dwumiesięczną wnuczkę. Ten twardy, surowy człowiek nie może utrzymać łzy, która wsiąka w becik. Pstryk!

Jest zdjęcie babci. Siedzi w pizzerii na Szewskiej. Tej „Pod Aniołami”, której dawno nie ma. Pierwszej w Krakowie i jedynej za czasów komuny, gdzie pizzą nazywano gruby na cztery i szeroki na piętnaście centymetrów placek drożdżowy. Była prawie bez pomidorów, za to z kleksem z pieczarek i strupem sera na wierzchu. Wyglądała okropnie, ale smakowała genialnie. Ja stoję w kolejce, bo w każdym piecu mieści się tylko dwanaście pizz a amatorów pół miasta. Gdy babcia uśmiecha się do mnie całą swoją miłością robię pstryk!

Jest zdjęcie córki. Trwa występ chóru jej liceum. Stoi w pierwszym rzędzie i wygląda prześlicznie. Uśmiecha się oczami. Widać, że jest szczęśliwa, że w końcu przyszedłem. Potem pójdziemy pewnie na lody, albo do kina. Teraz słucham i pozwalam rosnąć w piersiach dumie. Gdy pieśń zamiera, w gąszczu oklasków robię pstryk!

Jest zdjęcie pewnej dziewczyny na plaży w Jost Van Dyke. Leży na hamaku z drinkiem zwanym Pain Killer w smukłej dłoni. I faktycznie, leczy wszelki ból świata. Rozgrzana karaibskim słońcem i kilkudniowym romansem uśmiecha się do mnie zalotnie. Na palcu ma tandetny pierścionek zaręczynowy, który wybłagałem od barmanki. Pstryk!

Jest tam jeszcze kilka zdjęć, których nie zrobiłem, bo nie miałem okazji. Nie przyniosłem córki do szpitala, bo „wiesz Marcin zarazki, to małe dziecko, a dziadek umiera, wystarczy jak zobaczy z okna…” takie pierdolenie…

Nie zabrałem babci na pizzę, na którą tyle razy ona mnie zabierała. Nie zdążyłem, praca, obowiązki, sami rozumiecie…

Nigdy nie zobaczyłem koncertu córki, zawsze przeszkodziło mi cos ważniejszego, delegacja, impreza, kac…

Nie kupiłem pierścionka na Van Dyke, bałem się miłości…

Mam takie pudełko ze zdjęciami. Staram się by było jak najmniejsze…

Kochani, życie to cholerny roller coaster, który wolno rusza, ale potem już tylko przyspiesza. Nie mamy zbyt dużo czasu na decyzje, na działania, na życie. Za chwilę obudzimy się na szpitalnym łóżku pytając samych siebie – to tyle?

Pogody w sercu życzę a tych, którzy chcą mieć mniej zdjęć w pudełku a więcej na ścianie zapraszam na BraveDay™ 11 listopada https://www.facebook.com/events/1099017750204287/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *