Close

Maj 10, 2017

Ważne pierdoły

Życie to plac zabaw, dzieci to rozumieją. W świecie gdzie najważniejszym wyścigiem jest – „kto umrze bogatszy” czasem trudno jest złapać właściwą perspektywę. Zwłaszcza, że „właściwa” to niezbyt dobre słowo w delikatnej materii wartości.

Muszę przyznać, że jestem beznadziejnym inwestorem. To, że moje spółki nie padały po miesiącu zawdzięczam chyba tylko szczęściu, inteligencji i tytanicznej pracy. Bo moje decyzje finansowe były w większości chybione. Tuż przed kryzysem w 2008 roku doradca Raiffeisen przekonał mnie bym wziął leasing na auta dla zarządu w jenach. Jen to waluta, która zdrożała najwięcej i przez pięć lat płaciłem raty jak za Bentleye.
Kredyt hipoteczny wziąłem oczywiście we frankach. Gdy frank był najtańszy… Waluty sprzedawałem zawsze na dołku, kupowałem na górce. Nazywam to kalectwem finansowym. Co dziwniejsze, wielokrotnie doradzałem w sprawach finansowych innym przedsiębiorcom i zwykle te rady się sprawdzały. A sobie jakbym wbijał nóż. Taki przypadek bosego szewca.
Do dziś zadziwia mnie Wojtek Woźniczka, który, za każdym razem opowiada mi o inwestowaniu w nieruchomości. O tym ile z tego można wyciągnąć, o dźwigniach, czynszach i lewarowaniu. Trochę jakby uczył pijanego prowadzić. Doceniam to, ale nie rozumiem.

Życie to surfing więc nie bój się fal…
Mój stosunek do pieniędzy można by określić mianem – staraj się wydać wszystko, a jak Ci się nie udaje to staraj się bardziej. Może to wyglądać cynicznie. Mogłoby, gdyby świat nie był placem zabaw. Ostatnio, zastanawiałem się jaki samochód sobie kupić. Potrzebuję dobre auto bo bywa, że robię kilka tysięcy kilometrów w miesiąc. Do wyboru miałem nowe modele na gwarancji, które mało palą i mają rozsądny stosunek ceny do wartości. Odrzuciłem je od razu. Nie wybiera się żony dlatego, że dobrze prasuje! No przynajmniej ja nie wybieram. Było kilka aut przekraczających moje możliwości finansowe ale ciągle rozsądnych. Jakie wybrałem? Najbardziej nierozsądne, cholernie drogie, takie które mega dużo pali, irracjonalnie wielkie, ani tym jechać, ani parkować. Dlaczego takie? Nawet ja tego nie byłem w stanie zrozumieć. Aż do dziś.
Dzisiaj znów szkoliłem Zetora w Kaliszu. Mój synek, przyjechał ze mną. Chciał zobaczyć traktorki, więc zaprosiłem go na ekspozycję. Gdy usiadł za kierownicą, uwieczniłem uśmiech od ucha do ucha. Możecie zobaczyć na zdjęciu. I wtedy, dzięki niemu zrozumiałem siebie. Życie to plac zabaw – dzieci rozumieją to najlepiej.Przypomniałem sobie mój uśmiech w tym moim nieracjonalnie spektakularnym aucie. Uśmiech wart każdych pieniędzy.

Znam wielu trenerów, którzy szkolą z obszarów na jakich w ogóle się nie znają. Ja raczej nie będę szkolił z inteligencji finansowej, spokojnie. Ale jeżeli kiedyś zobaczycie jak reklamuję takie szkolenie to zaklinam was na wszystko – nie idźcie. Chyba, że chcecie wydać wszystko na, jak zwykłem je nazywać, ważne pierdoły. Na wakacje, auta, buty na które was nie stać. Chyba, że chcecie zbierać chwile, uśmiechy, że chcecie oduczyć się gromadzić pieniądze i nauczyć tracić. No ale tego pewnie nie chcecie. Bo przecież warto być rozsądnym. A przecież niezwykle rozsądnym jest umrzeć bogato .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *